Pierwszy raz trafiliśmy tu 2 lata temu. Był to czas, kiedy butelkowano wino. Na zamkowym dziedzińcu było pełno ludzi, a w pozornym chaosie każdy znał swoje miejsce. Ogromny tir będący fabryką, w której butelkowano wino zakłócał nam widok choć uczciwie muszę przyznać, było to dla nas niespotykane przedtem zjawisko.

Podróżując samochodem po Prowansji poznaliśmy dziesiątki noclegów. Pisałam już kiedyś, że najlepsze, wprost bajeczne  miejsca (ze względu na położenie, klimat, gospodarzy i jeszcze kilka innych czynników)  oznaczałam w swoich zapiskach ,,chcę tu być, choćby 1 dzień!”. I właśnie tak oznaczyłam 2 lata temu ten zamek.

Zamkowa winnica

Nie jest to miejsce, które możemy zwiedzić. Jest to miejsce, aby pomieszkać choćby 2-3 dni. Trafiliśmy tu pod koniec czerwca. W okolicznych miasteczkach nie było tłumu turystów, którego trochę się obawialiśmy. Francuzi rozpoczynali wakacje dopiero w lipcu, a obcokrajowców nie było zbyt wielu. Jakże inne było to miejsce niż 2 lata temu. Emanowało ciszą i dostojeństwem!Dziedziniec w winnicy

Pusty dziedziniec, w rogu którego umieszczono 3 stoły, krzesła i ławę był idealnym miejscem  na kolację z duchami lub bez… Dlaczego 3 stoły? Związane jest to z ilością 3 pokoi, które wynajmują właściciele zamku, czyli B&B w zamkowym wydaniu.

Witamy się z właścicielką i lądujemy w naszym pokoju…Schody w winnicy

Wchodzimy do niego po starych, kamiennych, ,,wytartych” czasem schodach. Po drodze towarzyszy nam zapach kadzidełka. Nasz pokój nie jest duży, ale przytulny i pełen uroczych drobiazgów. Za zamkniętymi okiennicami hula wiatr. Kochany Mistral, który towarzyszył nam przez większość naszej podróży po Prowansji. Poznaliśmy na własnej skórze, że daje się on we znaki nie tylko zimą…Zamkowe łoże

Po szybkim ,,ulokowaniu” się w pokoju, schodzimy do piwniczki z winem. Pora wybrać jakieś wino na kolację. Siadamy na dziedzińcu, robimy podsumowanie dnia i plany na dzień następny. A wino nam w tych planach pomaga…Praca na zamkowym dziedzińcu

Jednak to kolację następnego dnia można nazwać iście ,,królewską”. Planując ją, wybraliśmy się do miejscowego ,,warzywniaka”. Był to najlepiej zaopatrzony warzywniak jaki spotkałam w Prowansji. Większość zakupów owocowo-warzywnych robi się tam przecież na rynkach. Małe sklepiki nie są dobrze zaopatrzone. A już na pewno nie w wyszukane produkty. Więc… wydaliśmy trochę kasy, zapełniliśmy pół bagażnika i pojechaliśmy odkrywać kolejne prowansalskie wsie i miasteczka.Prowansalska uczta

Wieczorem kiedy rozpakowywaliśmy nasze specjały(organizując kolację na dziedzińcu), właścicielka spytała nas czy będziemy mieli gości… Gości nie mieliśmy. Byliśmy prawdziwymi  łakomczuchami… Aby sprawić rozkosz naszemu podniebieniu, jeszcze wizyta w winnicy, połączona oczywiście z testowaniem wina! Musujące białe było bardzo dobre. Pasowało na początek do arbuza. Potem białe wytrawne i różowe! Winnica słynie również z win ekologicznych. Są niewiele droższe, a naprawdę rewelacyjne!Wino w oknie winnicy

Ucztę zacząć pora! Smacznego!

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *