Wizyta w gospodarstwie Gerbaud

Farma Gerbaud

Polną drogą, przez pola lawendy, tymianku i rozmarynu docieramy do gospodarstwa Pauli Marty. Przemierzamy suchą i dziką dolinę, gdzie na 25 hektarach uprawia się rośliny aromatyczne i lecznicze. Na zboczach, bez sztucznego nawadniania rośnie tu rozmaryn, szałwia, tymianek, cząber, oregano, laur i lawenda. Brak wody i skaliste gleby sprawiają, że smak i aromat rosnących tu ziół jest nieporównywalny z innymi. Esencje, które wydobywa się z roślin przeznaczone są dla przemysłu kosmetycznego, między innymi  do wyrobu olejków, mydeł i kremów. Paula uczula nas, aby uważać przy zakupie mydła, bo tak jak wszędzie zdarzają się podróbki.

W tym niesamowitym miejscu, gdzie rosną dzikie i uprawne rośliny, podczas spaceru w czasie którego towarzyszy nam właścicielka, poznajemy historię tego miejsca. Miejsce to odziedziczyła po swoich dziadkach. Przez wiele lat gospodarstwo leżało odłogiem, zanim zdecydowała wrócić do swoich korzeni i poświęcić się uprawie roślin. Jednak czas szybko płynie i swojej pasji poświęciła już 28 lat…

Spacerując między polami poznajemy, wąchamy i próbujemy typowe zioła prowansalskie.  Na pierwszym planie rozmaryn, za nim lawandin, a następnie cząber i majeranek… Gospodyni zachęca do ich próbowania. Poznajemy  tajniki  od starej kuchni prowansalskiej, aż do współczesnej. Paula opowiada o ” magicznych miksturach ” stosowanych od wieków i używanych jako lekarstwa na różne dolegliwości. Zupa z szałwii, którą kiedyś podawano na Boże Narodzenie, nadal używana jest jako lekarstwo na trawienie. Zioła pomagały w czasach, kiedy nie było lodówek. Tymianek, rozmaryn czy liść laurowy miały działanie antyseptyczne i ułatwiające trawienie. Pobudzeni aromatami ziół nie możemy doczekać się kolacji. Ostatnie sezonowe potrawy, to placek z cukinii z bazylią i lubczykiem, tarta pomidorowa z oregano czy cielęcina z szałwią…