,,Poradnik” jak zostać typowym południowcem, a nie turystą pragnącym jak najwięcej zobaczyć, aby uchwycić czar Prowansji i zabrać go trochę ze sobą do domu.

Po 6 dniach spędzonych w Prowansji ogarnęła mnie ogromna nostalgia, że został nam jeszcze tylko tydzień. Tylko… A ja jeszcze nie zdążyłam poczuć klimatu, zachłysnąć się atmosferą wioseczek, kawiarni, spokoju, relaksu… Trochę przeszkadzało nam w tym odkrywaniu spokoju testowanie wina. Testowanie nie dla relaksu, a ciężka praca, 5 – 6 winnic dziennie przez 3 dni. Ale ten temat poruszę później.

Śniadanie w winnicy

4 dni na zamku wydawało się wiecznością. Niestety ta ,,wieczność” szybko mija i dziś jest ten ostatni dzień czyli NIEDZIELA. Niedziela, którą postanowiliśmy spędzić na typowym, prowansalskim luzie. Zero zwiedzania, odpuszczamy południową wyprawę samochodem  do pobliskiej wioski. Na śniadanie schodzimy w ostatniej chwili, czyli przed 10-tą. I ja i Tomek mamy ze sobą książki. O Prowansji oczywiście, ale nie będę tu robić reklamy podając tytuły. Czasami zastanawiam się, czy autorzy niektórych powieści byli chociaż raz w miejscu, które opisują… Nieważne… Istotnym jest fakt, że książki te nabyliśmy ze 2 miesiące przed naszą tegoroczną wyprawą w winne rejony, czyli: Mozela, Loara i Prowansja. Dzielnie walczyłam, aby nie czytać ich w Polsce. Chciałam czytać je w klimacie prowansalskim. Udało się przeczytać 1 i pół… Czasami lepiej posiedzieć i posłuchać cykad i ptaków, porozmawiać z właścicielami pensjonatów… Ale wróćmy do śniadania. Jest niedziela więc śniadanie podaje Dominik – właścicielka zamku i winnicy. “Służba” ma wolne… Śniadanie przedłużamy do południa.

Wypoczynek w winnicy

Przenosimy się na leżaki. Czytamy, pijemy wino ( korzystając z bogatych zapasów zamkowej winnicy ), podziwiamy błękit nieba i już tęsknimy za Prowansją…